Archive for the My,z Warszawy Category

WIELOSTRONNA ERUDYCJA

  1. K. słynie w Warszawie z wielostronnej erudycji, prawie w równym stopniu, jak z temperamentu. Po­siada fenomenalną pamięć („pamiętam całą kupę zby­tecznych rzeczy”). W 1942 roku wydał w Budapeszcie trzytomowy „Zarys historii literatury polskiej no­wszej i współczesnej” — pisał to prawie wyłącznie z pamięci. Uwielbia mistyfikację. Bywało, że ruszał „w Pol­skę” i w jakiejś knajpie podawał się za marynarza; całą noc opowiadał przygody z Sumatry lub Angoli, których nigdy na oczy nie oglądał.Ktoś powiedział mi o nim: „Kiedy cytuje Szekspira, nie wiesz nigdy, czy to Szekspir, czy Kaltenbergh”. Zdarzyło się, że opowiedział Horzycy „nieznaną” sztu­kę Shawa — znakomity reżyser chciał ją natychmiast wystawiać.

Witam na moim blogu! Nazywam się Antoni Kowalski na co dzień jestem fotografem i pracuje jednej z dużych krajowych gazet. Świat mediów znam od podszewki, a pisanie bloga to moje dodatkowe zajęcie. Mam nadzieję, że podobają Ci się treści jakie tutaj zamieszczam! Zachęcam do pozostawienia swojej opinii w komentarzach!

PRZED LATY…

  1. Przed laty, kiedy jako kierownik redakcji literatur obcych Polskiego Radia musiał nadać utwór jakiegoś pisarza pewnego bardzo małego narodu, lecz takiego utworu nie posiadał, wymyślił wtedy i auto­ra, i utwór; zachęcony powodzeniem, pisał następnie wiele nowel i fragmentów prozy pod fikcyjnymi na­zwiskami nieznanych wieszczów arabskich, indyj­skich i innych, by wreszcie stworzyć dzieło sławnego pisarza, naśladując idealnie klimat i styl metryczny utworu — w tym momencie wyznał wszystko kole­gom i zwierzchnikom, którzy przyjęli żart bardzo po­wściągliwie. Wyrzucano go z czterech gimnazjów, piąte ukończył z nagrodą. Studiował we Lwowie literaturę polską, filologię klasyczną, filozofię, historię sztuki i historię kultury materialnej.

Witam na moim blogu! Nazywam się Antoni Kowalski na co dzień jestem fotografem i pracuje jednej z dużych krajowych gazet. Świat mediów znam od podszewki, a pisanie bloga to moje dodatkowe zajęcie. Mam nadzieję, że podobają Ci się treści jakie tutaj zamieszczam! Zachęcam do pozostawienia swojej opinii w komentarzach!

W CZASIE WĘDRÓWEK

  1. Był asystentem profesora Klei­nera. Wyjeżdżał na studia do Wiednia, Drezna i Pa­ryża. Ogłaszał swe utwory w „Robotniku”, „Sygna­łach” i „Kurierze Literacko-Naukowym”. W 1935 ro­ku wydał w Zurychu pracę naukową z zakresu este­tyki. Dwa tomiki jego wierszy spłonęły w 1939 roku w drukami Hoesicka. W czasie wędrówek po Sied­miogrodzie spotkał Imre Bognara, ostatniego żyjącego uczestnika walk 1848 roku, który jako kilkunastoletni chłopiec służył za przewodnika przy sztabie generała Bema; K. napisał potem powieść dla młodzieży „Żoł­nierz taty Bema”. W latach 1948—1950 jest dziekanem wydziału dziennikarskiego Akademii Nauk Politycznych. W 1949 roku otrzymuje Nagrodę Krytyki Filmowej. Następnie przez kilka lat pisze dla prasy i radia. Od 1956 roku tłumaczy klasyczną poezję węgierską, wy­dał m.in. „Tragedię człowieka” Imre Madacha.

Witam na moim blogu! Nazywam się Antoni Kowalski na co dzień jestem fotografem i pracuje jednej z dużych krajowych gazet. Świat mediów znam od podszewki, a pisanie bloga to moje dodatkowe zajęcie. Mam nadzieję, że podobają Ci się treści jakie tutaj zamieszczam! Zachęcam do pozostawienia swojej opinii w komentarzach!

WINCENTY ANDRUSZKIEWICZ

  1. Na Ząbkowską 36 przywieźli węgiel. Przywieźli i zaczęli ważyć. Jak świat światem, warszawski węg­larz nie zhańbił się jeszcze uczciwą wagą. Więc wy­szła przed dom pani Andruszkiewiczowa, usiłowała dopilnować — uśmiechali się węglarze do siebie na boku i mrugali. Ale pojawił się na balkonie sam go­spodarz. Wtedy jeden z drugim zadarł głowę, a któryś zawołał: Felek, kapuj się, to do Marynarza węgieł przy- wieźlim!I już nie trzeba było pilnować. Pan Wincenty Andruszkiewicz pokiwał im głową, że niby wierzy, że mu krzywdy nie zrobią, a oni targali kosze uczci­wie i bez boków. Tylko przed balkonem przemykali się chyłkiem, zerkając strachliwie w górę. Czynili to jednak bez dwuznacznych zamiarów, z czystej jeno bojaźni, że się im wielki ciężar zwali na łeb

Witam na moim blogu! Nazywam się Antoni Kowalski na co dzień jestem fotografem i pracuje jednej z dużych krajowych gazet. Świat mediów znam od podszewki, a pisanie bloga to moje dodatkowe zajęcie. Mam nadzieję, że podobają Ci się treści jakie tutaj zamieszczam! Zachęcam do pozostawienia swojej opinii w komentarzach!

CZASY NAJWIĘKSZEJ ŚWIĘTOŚCI

  1. Czasy największej świetności szanownego monar­chy przypadły na pierwsze lata powojenne, kiedy to prowadził swą słynną ‚knajpę „Schron u Marynarza ’ na Brzeskiej i kiedy ważył równe ćwierć tony. Wów­czas nie było dla „Wicusia” rzeczy niemożliwych, za jego pośrednictwem można było załatwić niemal każ­dą sprawę, dotrzeć do każdego człowieka, który się w tych stronach liczył.Obecnie waga spadła do dwunastu pudów, a re­staurację zamieniono na sklep MHD z przyboramiwędkarskimi.Tajemnicą poliszynela jest, że ulice Brzeska, Ząbkowska i Targowa zajmują szczególną pozycję w to­pografii miasta. Tu zbiegają się nici małych kantów i wielkich afer, tędy przebiega granica świata legal­nego i aktualnego podziemia.

Witam na moim blogu! Nazywam się Antoni Kowalski na co dzień jestem fotografem i pracuje jednej z dużych krajowych gazet. Świat mediów znam od podszewki, a pisanie bloga to moje dodatkowe zajęcie. Mam nadzieję, że podobają Ci się treści jakie tutaj zamieszczam! Zachęcam do pozostawienia swojej opinii w komentarzach!

SPRAWY PRZEZ SŁUCHAWKĘ

  1. No cóż, nie ma co ukrywać, pan Wincenty żyje, mieszka i pracuje w tych egzotycznych okolicach, je­go losy związane są organicznie z dziejami bazaru Różyckiego, z historią Brzeskiej i Ząbkowskiej. Mimo życiowych klęsk, które spadły na niego w ostatnich kilku latach, jest nadal osobą kompetentną, czynni­kiem nadającym koloryt dzielnicy. Pan Wincenty nie stoi już za ladą swej knajpki, pod obrazkami morskich okrętów i chwatów-maryna- rzy, nie nalewa wódki i nie podsmaża pyzów. Ale przecież jest, działa, myśli. Ze względu na nieszcze­gólny stan zdrowia większość dnia spędza w domu, w apokaliptycznych rozmiarach piżamie-worku. Bez przerwy brzęczy telefon i pan Andruszkiewicz za­łatwia przez słuchawkę swoje sprawy. 

Witam na moim blogu! Nazywam się Antoni Kowalski na co dzień jestem fotografem i pracuje jednej z dużych krajowych gazet. Świat mediów znam od podszewki, a pisanie bloga to moje dodatkowe zajęcie. Mam nadzieję, że podobają Ci się treści jakie tutaj zamieszczam! Zachęcam do pozostawienia swojej opinii w komentarzach!

RUCHLIWOŚĆ I INICJATYWA

  1. Jest teraz pre­zesem Związku Inwalidów Wojennych w dzielnicy Praga-Śródmieście, oszołamia wszystkich swą niesa­mowitą ruchliwością i incjatywą. „Schron” na Brze­skiej diabli wzięli, ale „Wicuś-Marynarz” nie dał się złamać — jeżeli już nie można dobrze zarobić, to przynajmniej niech się człowiek wyżyje!Wicuś” jest niezniszczalny jak warszawski humor, spryt, energia, pomysłowość, szwindel, upór. Już przed wojną zapowiadał się jako świetny materiał na warszawiaka.W latach 1920—1929 pracował jako brakarz-leśnik na Kanale Augustowskim (urodził się w 1908 roku w Swobodzie, w samym centrum Puszczy Augustow­skiej), następnie wzięto go z poboru do marynarki wojennej, w której służył do 2 października 1939 roku.

Witam na moim blogu! Nazywam się Antoni Kowalski na co dzień jestem fotografem i pracuje jednej z dużych krajowych gazet. Świat mediów znam od podszewki, a pisanie bloga to moje dodatkowe zajęcie. Mam nadzieję, że podobają Ci się treści jakie tutaj zamieszczam! Zachęcam do pozostawienia swojej opinii w komentarzach!

SIEDEM LAT NA MORZU

  1. Siedem lat pływał bosmanmat Andruszkiewicz na łodzi podwodnej ORP „Wilk”. Potem przeszedł na „Gryfa”, w którym 3 września otwierał zawory den­ne, by go nie oddać w ręce wroga. Do 12 października walczył na Helu, ciężko ranny usiłował przedostać się do Szwecji. Wzięto go do niewoli, zamknięto w sta­lagu Neubrandenburg, gdzie przebywał do 1941 roku i skąd go zwolniono jako inwalidę. Przyjechał wtedy do Warszawy. Jeden etap życiowy zamknięty, rozpoczyna się etap drugi. Paw Wincenty stawia sobie budkę na bazarze Różyckiego i natychmiast awansuje na naczelną ma­skotkę Pragi. Maskotka waży już wtedy 200 kilogra­mów i wypija bez większego efektu litr bimbru do obiadu.

Witam na moim blogu! Nazywam się Antoni Kowalski na co dzień jestem fotografem i pracuje jednej z dużych krajowych gazet. Świat mediów znam od podszewki, a pisanie bloga to moje dodatkowe zajęcie. Mam nadzieję, że podobają Ci się treści jakie tutaj zamieszczam! Zachęcam do pozostawienia swojej opinii w komentarzach!

WAŻNA PLACÓWKA GASTRONOMICZNA

  1. Buda „Wicusia” staje się ważną placówką gastro­nomiczną. Człowiek-góra wypełniał prawie całe wnę­trze kiosku, większość klientów oczekiwała cierpliwie pod budą. W brytfance smażyła się kaszanka i kieł­basa, bimberek płynął strumieniem, a „Gruby” za­łatwiał swoje sprawy. Były to sprawy, o których warto by kiedyś napisać sensacyjną powieść. Buda „Wicusia Marynarza” była centralą sieci okradania Niemców. Gang sześciu chło­paków z Targówka „wygrużał” nocą zawartość wa­gonów kolejowych zdążających na wschód, a „Wicuś” „opylał” buty, mundury, konserwy, lekarstwa oraz broń. Zaopatrywał organizacje polskie i żydowskie. Kronikarze okupacji nie wypowiedzieli się jeszcze do końca o patriotyczno-geszefciarskim rozdziale działalności Warszawy. Jakikolwiek będzie ich wyrok, nie ma wątpliwości, że akcja ta odegrała poważną rolę w walce z okupantem.

Witam na moim blogu! Nazywam się Antoni Kowalski na co dzień jestem fotografem i pracuje jednej z dużych krajowych gazet. Świat mediów znam od podszewki, a pisanie bloga to moje dodatkowe zajęcie. Mam nadzieję, że podobają Ci się treści jakie tutaj zamieszczam! Zachęcam do pozostawienia swojej opinii w komentarzach!